Mrożąca krew w żyłach opowieść o morderczym bojlerze

Korzystając z wolnego komputera (bo J. sprzątał kuwetę), czytam sobie artykuł na necie, a J. opowiada przygodę dnia:

Wchodzę dzisiaj do piwnicy…
W pracy…
Musiałem coś zanieść…
A kaloryfer nam w pracy nie grzeje…
Jeden kaloryfer w przedpokoju…
I w piwnicy jest piec…
Myślę sobie, że doleję wody…
A Andrzej mi kiedyś mówił, że jest taki zawór…
Taki czarny…
Wiesz, że jak się go odkręca to  <trlutrlutrlu> (tu zgubiłam wątek)

Kilka akapitów dalej…

I ta woda na mnie sruu!

Ja: Ta opowieść do czegoś zmierza?!?
J: Nie no, chciałem powiedzieć, że się oblałem wodą.

To ja w tym związku chciałam być sławnym literatem, ale nie potrafię przez 10 minut opowiadać o awarii kaloryfera i wlewaniu wody do czarnego otworu.

PS: Wielokropkami zaznaczyłam pauzy, które J. stosował w celu zwiększenia napięcie. Oj, zwiększył!

Reklamy