„Niedorajda” jako przykład bardzo dorajdowego kina

Postępująca cyfryzacja ma swoje dobre strony, bo gdyby nie ona, nie skusiłabym się na tuner DVBT, a gdyby nie on, nie miałabym dostępu do TVP Historia, bo żadnej kablówki czy innej Cyfry zakładać sobie nie zamierzam.
A na TVP Historia wczoraj miałam okazję obejrzeć świetny film z 1937 r. Wielkim znawcą kina przedwojennego nie jestem, więc – wstyd się przyznać – widziałam go po raz pierwszy. Jako dziecko namiętnie oglądałam czarno-białe filmy w bloku „W starym kinie”, ale mało z tego niestety pamiętam, poza trzeszczącą taśmą, klejonym montażem, bardzo dźwięcznymi głosami i lwowskim „ł”. No i Dymszą i Bodo.
Wczoraj właśnie Adolfa Dymszę miałam okazję obejrzeć w świetnej roli w filmie „Niedorajda”. Grał tam Florka, mechanika samochodowego, który na prośbę swojego szefa musiał wcielić się w rolę jego nigdy nieistniejącego syna, a potem także córki. Wszystko dlatego, że właściciel warsztatu samochodowego miał w USA bogatą siostrę, która wysyłała bratu pieniądze na wiadomość o narodzinach nowego dziecka. Wysyłała aż 4 razy, a dziecko faktycznie urodziło się tylko jedno. Gdy bogata ciotka postanowiła odwiedzić rodzinę, trzeba była naprędce znaleźć dodatkowego syna, po serii dociekliwych pytań ciotki – również córkę. Fabuła wciągająca, aktorzy cudowni, gagi były autentycznie śmieszne, a scena tańca Agatki rozbawiła nas oboje do łez, świetna była też scena końcowa. Godzina i 14 minut minęły stanowczo za szybko.
Dlaczego dzisiaj nie robi się takich filmów? Niedorajda 1-F-2344-13                                                                                                                                  Fotos pochodzi ze strony fototeka.fn.org.pl

Reklamy