Szafiarką nie będę

Szafiarskim ten blog się raczej nigdy nie stanie – tak sobie pomyślałam po dzisiejszej, kolejnej już wyprawie na wyprzedażowe   ł o w y .

Najpierw były zakupy przedświąteczne. Ostatni raz, przysięgam. Za rok bojkotuję tę stresogenną tradycję, która na dodatek zmusza mnie do zwiększonej aktywności na allegro po Świętach.
Ale do rzeczy.
Przed Świętami traciłam moje cenne nerwy, a nie mam ich już zbyt wiele, na przedzieranie się przez tłum szaleńców, którzy w źrenicach mają takie piękne, zapakowane w kolorowy papier i przewiązane wstążką z kokardką paczki (tak jak Sknerus McKwak miał w źrenicach dolary). Fakt, już wtedy myślałam, że wyprzedaże znowu zaczną się tuż przed Świętami i może coś ładnego sobie kupię (byłby to ten jedyny trafiony prezent gwiazdkowy, może nie licząc suszarki na ubrania). Ale oczywiście nic takiego się nie stało, nic nie udało mi się kupić, bo mnie jasna cholera brała już po kwadransie albo dwóch w galerii. Ruszyłam zatem na wyprzedaże poświąteczne, zachęcona materiałami w którymś dzienniku na temat tego, co się dzieje w krajach anglosaskich w Boxing Day. Też tak chcę, pomyślałam, i ruszyłam. Ruszyłam w piątek, ruszyłam w sobotę. Wyprawa po koszulę dżinsową przyniosła mi zieloną maxi spódnicę. Zaś wyprawa po torebkę przyniosła awanturę z ukochanym, który mi ewidentnie robił na złość, byle tylko nie zostać powołanym na misję „torebka” po raz kolejny. Myśli, że jest taki cwany i że mu odpuszczę, jak mnie zdenerwuje. Kochanie, nie idź tą drogą! Na złość Ci zrobię, sama się będę męczyć Twoimi pytaniami, czy ceratowa torebka za 50 zł. jest wykonana ze skóry naturalnej, ale pójdziesz ze mną na zakupy po raz kolejny!

Jak tylko sama wrócę do jako-takiej formy, bo na razie nabawiłam się poważnego uczulenia na wyprzedaże. Mierzi mnie ten galeriowy tłum, śmieszą mnie osoby, które naprawdę wierzą, że   u p o l o w a ł y   o k a z j ę, drażni mnie bałagan w sklepach i ta atmosfera, jak na ringu bądź wyścigu jakimś – byle szybciej do wieszaka, po drodze można zasadzić kuksańca w bok ewentualnym rywalkom, następnie staranować kolejne po drodze do przymierzalni, a potem w podobnym stylu dotrzeć do kasy. I wszędzie te smętne, snujące się, biedne Misie, ciągane po galerii wzdłuż i wszerz, przestawiane spod wieszaka pod stół, zawadzające innym paniom Misiowym, pytane o zdanie, choć się nie znają, noszące kurtki  i zbyt duże torebki pań Misiowych, marzące o przymierzalniach z fotelami. Tak, fragment o Misiach dotyczy też mnie, ale ja tylko chciałam dostać od mojego Misia koszulę na urodziny i torebkę na Gwiazdkę. Takie o:

Swoją drogą (teraz proszę pamiętać o przymrużeniu oka), czy jeśli napiszę, że nie udało mi się kupić koszuli dżinsowej oraz dużej torebki, a jestem blogerką, to czy przyjedzie do mnie kurier z wyżej wymienionymi? Czy może muszę w tym celu założyć stronę na facebooku? Uprzedzam, że nie obrażę się za kosztorys, o ile rzeczy mi się spodobają, a ceny będą wyprzedażowe – w końcu Misio mi wisi 2 prezenty!

Advertisements