Wpis na cześć naszej Małej Cholery z okazji Światowego Dnia Kota

Przez przypadek dowiedziałam się, że dzisiaj jest Światowy Dzień Kota, więc postanowiłam zrobić przyjemność naszemu zwierzęciu i napisać post o tym, jakim to ekonomicznym pupilem jest kot. Wszystko się zaczęło od tego, że dziś kotka po raz pierwszy zjadła kapustę kiszoną. Oblizywała się, więc wnioskuję, że smakowało.
Czy to oznacza, że nie będziemy już wydawać pieniędzy na środki na odrobaczanie? Wszak sok z kiszonej kapusty jest doskonałym lekiem na owsiki, może na kocie również.
Może warto się zastanowić nad innymi sposobami oszczędzania na kocie?

Jedzenie
Nie chcę jej oczywiście głodzić, jedzenie dostawać będzie, ale może zamiast suchej karmy żywic się resztkami z obiadu, za którymi wariuje. Zresztą, co tam resztki z obiadu, ona w tej chwili nie pozwala mi wypić soku pomarańczowego, bo akurat też ma na niego ochotę. Jeśli kocie dania serwować będziemy na naszych talerzach z obiadu, to przy okazji zaoszczędzimy na kostkach do zmywarki.

Picie
Kotka bardzo rzadko pije wodę z miseczki. A jak już pije, to nie dlatego, ze ma pragnienie, tylko z litości – jest jej żal tej biednej niechcianej wody. Natomiast pragnienie gasi siorbając wodę  z umywalki, wanny, czasem nawet zlewu (na szczęście mamy pozytywny nawyk zamykania sedesu). Tu kolejne +10punktow do oszczędzania, bo możemy (a właściwie musimy) odstawić chemiczne środki do czyszczenia armatury typu CIF, w usuwaniu kamienia z powodzeniem zastąpi je koci język słynący z szorstkości.

Inne potrzeby biologiczne,
czyli żwirek i kuweta.
Na kuwecie i tak zaoszczędziliśmy, bo za koci ustęp robi zwykle plastikowe pudełko. Co do żwirku, mamy dużo szczęścia, bo za naszym blokiem jest jeszcze tylko jeden blok, a za nim już nic, koniec Wrocławia, pola, łąki i S8. Na polach i łąkach żwiru raczej nie znajdę, ale możemy poudawać, że mamy psa i zbierać tam naszego sierściucha na spacery w celu wysikania go. Trzeba będzie tylko przekonać kota, że grzebanie w ziemi jest tak samo fajne, jak grzebanie w zapachowym żwirku. Mamy co prawda na osiedlu mini plac zabaw, a na nim piaskownicę, ale nie będę świnią (chociaż pamiętam, że gdy byłam mała i bawiłam się w piasku, bardzo się cieszyłam,  znajdując w piasku kawałki gliny. Szczęście trwało do momentu, gdy siostra z obrzydzeniem powiedziała, że nie powinnam z tego lepić miniaturowej zastawy stołowej, bo to WCALE NIE JEST GLINA).
Niestety wyprowadznie kota na sznurku, oprócz oczywistych zalet (jak zwleczenie swego tyłka sprzed komputera/z kanapy i zejście 3 piętra w dół i 200 metrów na wschód), ma jedną jedyną wadę – trzeba będzie kota dodatkowo zaszczepić (bo miał komplet szczepionek dla kotów wyłącznie domowych, dla wyprowadzanych jest jakaś rozszerzona wersja), a wtedy cały mój misterny plan oszczędzania może wziąć w łeb (dokładnej ceny szczepionek w wersji rozszerzonej nie znam, ale chyba nie jest to tania impreza). A gdy już odłożymy trochę $ dzięki kotu, procenty urosną, spłacimy kredyty, zbudujemy piękny dom, kot dostanie takie coś:

Źródło: ceneo.pl

I na koniec mały przegląd kocich obrazków:

Źródło obrazka: pet-fun.blogspot.com

Źródło obrazka: kwejk.pl

Źródło obrazka: kwejk.pl

Wyższość kota nad psem. Źródło obrazka: kwejk.pl

Źródło obrazka: kwejk.pl

Advertisements