Luty

Takiego miesiąca jak luty nie było od wieków. Po pierwsze abdykował papież, po drugie odżyłam pod względem społecznym. Zaliczyłam spotkanie absolwentów LO, odświeżenie znajomości z koleżanką ze szkolnej ławy, z którą dawno już rozeszły mi się drogi, jeden rodzinny spęd, jedną popijawę we własnych czterech ścianach, a także niedzielne śniadanie z Blogerką i Jej Siostrą (pozdrowienia dla Olgi i Zuzy). To się nazywa socjalizacja. Oby tak dalej!

Filmy
Luty obfitował w dobre filmy, choć w kinie nie byłam ani razu. Widziałam:
„Ted”  – nie polecam
„Chef” – miło się oglądało, choć spodziewałam się czegoś lepszego
„Happy! Happy” – jak najbardziej TAK
„Szarada” – tak
„Jak ukraść milion?” – tak
„Miłość po południu” – tak

Jakoś tak wyszło, że zrobiliśmy sobie mały przegląd filmów komediowych z Audrey Hepburn. Może nie jest to nazbyt ambitne kino (choć przy współczesnej komedii typu „Ted” każda z tych Hepburnowych nosi znamiona dzieła sztuki), ale za to fantastycznie odprężające. Planuję rozszerzyć przegląd o inne filmy z lat 50- i 60-tych, głównie te lekkie, łatwe i przyjemne, które były emitowane w niedzielne południa na TVP2. Albo czarno-białe komedie kryminalne typu „Arszenik i stare koronki” – ten z film pamiętam z cyklu „W starym kinie” na TVP1. Stare filmy mają klasę, nawet jeśli to nie jest „Zabić drozda”, a tylko lekka komedyjka.

Skoro jesteśmy przy kinie, to warto wspomnieć o rozdaniu Oscarów. Nie było wśród nominowanych „80 milionów”, więc zamiast oglądać galę, poszłam grzecznie spać. Kibicowałam „Django” i uważam, że obie statuetki – za najlepszy scenariusz oraz dla Christopha Waltza – są jak najbardziej zasłużone. Czy równie zasłużone są pozostałe, choćby dla „Operacji Argo”, pojęcia nie mam. Ale prawdę mówiąc nieśpieszno mi do obejrzenia tego filmu. Historia co prawda wydaje się ciekawa, ale obawiam się zbyt dużego zagęszczenia speechów na metr kwadratowy taśmy. Mam rację?

Książki

Kupiliśmy ich co najmniej 10 w tym miesiącu. Niestety nie poratowaliśmy w ten sposób upadającej księgarni Weltbild, wręcz ją dobiliśmy, bo kupiliśmy książki po 75% obniżce. Z tego przeczytałam na razie jedną, zaczęłam trzy lub cztery na raz. A kilka dni po zakupach poszłam do biblioteki oddać jedną książkę i… wypożyczyłam kolejną. Nie jestem normalna.

Zaniedbaliśmy w tym miesiącu kulturę fizyczną, jak również wysoką. Opuściłam się również w statystykach Postcrossingu. Nie wysłałam żadnej kartki, a otrzymałam jedną – z USA, z panem Nathanielem Rochesterem, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam.

Karta z USA

Na usprawiedliwienie wszystkich moich lutowych zaniedbań mam to, że zaczęliśmy ogarniać pierdolnik w mieszkaniu, czyt. zamówiliśmy   s z a f ę. Zadbałam też o swoje oczy i wreszcie wybrałam się do okulisty. Nie miną dwa lata, a zdecyduję się na jakieś oprawki 🙂

Praca
Przepracowałam 2 nadgodziny i 45 nadminut. Nie wykorzystałam ani kawałka zaplanowanego tygodniowego urlopu – no nie udało się, może następnym razem. Zostało mi już tylko 10 miesięcy na spożytkowanie 38 dni. Uzyskałam niby zgodę na przeniesienie się do innego działu, ale nie doczekałam się jak dotąd wcielenia tej decyzji w życie. Poza tym w ubiegłym tygodniu w nieładny sposób pożegnano jednego z kolegów – jeśli atmosfera stanie się jeszcze odrobinę cięższa, to będziemy potrzebowali masek tlenowych.

Kuchnia
Postawiłam w tym miesiącu na sałatki, mogłam się dzięki temu poczuć wiosennie, mimo metrowej pokrywy śnieżnej na balkonie. Żeby nie było tak zdrowo, grzeszyłam słodkościami – zrobiłam pączki hiszpańskie w  Tłusty Czwartek i kilka razy ciastka owsiane – z nadzieniem wszelakim, inspirację znalazłam tutaj, nieco rozszerzyłam dodatki.
Hitem był dorsz zapiekany z warzywami według tego przepisu, ale z sosem gorgonzolowym z tego przepisu. Mimo wątpliwości połączenie okazało się udane, choć sos był bardziej pieprzowy niż gorgonzolowy. Warto wspomnieć, że odkryliśmy we Wrocławiu już dwa lokale z cudowną pizzą prosciutto crudo e rucola – to chyba mój ulubiony smak i nie ma weekendu, byśmy nie zamówili chociaż maleńkiej. I tym okrągłym optymistycznym akcentem wchodzimy w marzec:

Pizza Prosciutto Crudo e Rucola z lokalu Piec na Szewskiej. Wyśmienita. Zdjęcie pochodzi z fanpejdża lokalu.

 

 

Reklamy