Być jak Kazimierz Deyna

Wbrew powszechnie panującej opinii, Polakom udaje się od czasu do czasu nakręcić dobry film. Najczęściej dobry polski film = bardzo poważny i bardzo dramatyczny obraz, taki jak „Plac Zbawiciela”, „Róża” lub „Obława”, ale wśród dobrych zdarzają się również komedie, chociażby „Rewers” czy mój ulubiony „80 milionów”. Do dobrych polskich współczesnych komedii zaliczyłabym pierwszą połowę filmu „Być jak Kazimierz Deyna”. Początek filmu jest naprawdę warty zobaczenia, mamy tam humor, i to taki na przyzwoitym poziomie, nie żaden „Wyjazd integracyjny” itp. Jako że akcja filmu rozpoczyna się w 1977 r. i trwa mniej więcej do współczesności, pierwsza połowa filmu to ukazanie dzieciństwa głównego bohatera w latach 80. oraz jego młodość w okresie transformacji ustrojowej. Zarówno schyłek „komuny”, jak i początek lat 90. to dosyć wdzięczne tematy dla komedii i reżyser Anna Wieczur-Bluszcz wykorzystała drzemiący w nich potencjał humorystyczny. Zestawiła to, co swoiste dla Polski w tym okresie, z uniwersalnymi zagadnieniami dotyczącymi dorastania, a do tego zaangażowała świetnie dopasowanych aktorów , którzy bardzo dobrze się spisali – Gabrielę Muskałę i Przemysława Bluszcza, a także cudownego Jerzego Trelę.

Ale
nadszedł taki moment w filmie, gdy Kazik staje się dorosły i wtedy coś się skończyło. Sala kinowa już się nie śmiała tak głośno, może poza sceną obiadu u rodziców Magdy, dziewczyny Kazika. Druga połowa filmu była niestety nijaka i w zasadzie o niczym, bo studia Kazika, jego miłość i szukanie pracy zostało pokazane bez pomysłu, bez bigla. Miałam wrażenie, że film zmierza do jakiegoś punktu kulminacyjnego i tego punktu zabrakło. Zapewne miał nim pewnie być dialog Kazika z ojcem, ale przesłanie, choć budujące, nijak mi nie pasuje, ponieważ porównanie życiorysów Kazimierza Deyny i Kazika było zdecydowanie na wyrost.

Czegoś mi niestety w tym filmie zabrakło, a zapowiadało się tak sympatycznie.

Natomiast doszkoliłam się przy jego okazji z życiorysu Deyny. W filmie można zobaczyć fragment meczu z Portugalią w 1977 r., kiedy to zdobywca jedynego gola w meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata 1978, schodzi z boiska żegnany nie brawami, ale gwizdami. Nie miał Deyna łatwo z polskimi kibicami, nie rozumiem tej nienawiści –  pod tym linkiem również można obejrzeć nie tylko cudownego gola z rzutu rożnego (sic!) , ale także sposób, w jaki jego strzelec został potraktowany przez kibiców – niby kibiców reprezentacji Polski! Ten przypadek jest dla mnie potwierdzeniem faktu, że duża część kibiców piłki nożnej, jeśli nie większość, to swołocz, która chadza na mecze, żeby wydrzeć mordy i kogoś obrazić, a oglądanie gry i wspieranie swojej drużyny schodzi u nich na drugi plan. No nie mam racji?

Plakat pochodzi z serwisu filmweb.pl

Plakat pochodzi z serwisu filmweb.pl

PS: Pierwszy plakat to „Zemsta Photoshopa” vel. „Koszmar grafika”. Jak można było tak uplastikowić tego chłopca?

Advertisements