W moim modernistycznym domu

We Wrocławiu mamy podobno jedyne w Polsce Muzeum Architektury. Co prawda nazwisko zobowiązuje, ale niestety architektem nie jestem, za to lubię przeglądać sobie artykuły o tym, co się buduje, głównie we Wrocławiu. Głosuję w konkursach na Bryłę i Makabryłę Roku. Przeglądam tatowe pisma takie jak „Mój piękny dom” czy „Murator”. Marzę, że kiedyś zamieszkam w jednym z takich nietypowych. A gdy byłam mała, rysowałam plany domów i robiłam makiety mieszkań dla lalek z kartonów po sprzędzie AGD. Zazdroszczę architektom, bo muszą mieć klawą pracę. Dlatego z zainteresowaniem wybrałam się do wspomnianego Muzeum Architektury na wystawę „Słynne wille Polski”.
Można było na niej podziwiać prawie 100 słynnych polskich rezydencji, zarówno tych z XVIII-wiecznych, jak i całkowicie współczesnych, żeby nie powiedzieć – futurystycznych (tu mam na myśli dom aatrialny, dom bezpieczny czy dom przyszłości). Trochę wstyd, szczególnie biorąc pod uwagę moje hisotryczne wykształcenie, ale te najstarsze wille średnio mnie zainteresowały. Więcej uwagi przyciągnęły wille modernistyczne, szczególnie te wrocławskie. Na wystawie można było podziwiać dom Maxa Berga, twórcy Hali Stulecia, a także nieistniejący dom innego wielkiego architekta modernizmu – Hansa Poelziga. Jednak największe moje zainteresowanie wzbudziły projekty najwspółcześniejsze. Gdybym miała nieograniczoną ilość pieniędzy, sama nie wiem, który dom bym wybrała:

Złamaną Stodołę, za „stodołowy” styl – przestrzeń, surowość, drewno i szkło:

8

Dom własny Piotra Marciniaka z piękną elewacją z cieniowanej cegły:

7

– Dom TypOwy, który przypomina mi dom Muminków

6

Siedlisko w Bartoszówce pod Warszawą, w którym mogłabym poczuć się trochę jak Lady Winterfell:

P1170136
a może Dom przyszłości w Choszczówce pod Warszawą:

1

Każdy inny, a wszystkie inspirujące. Gdyby ktoś również miałby ochotę pomarzyć o przyszłości w pięknym domu, Muzeum Architektury przy ul. Bernardyńskiej 5 jest czynne od wtorku do niedzieli – tutaj godziny otwarcia i ceny biletów. W środy wstęp wolny. Warto skorzystać.

PS: Na wystawie można było podziwiać również willę Kuryłowiczów – znanego małżeństwa architektów. Willa jednak mnie rozczarowała. Co prawda bryła nienajgorsza, choć przysadzista, ale wnętrza niezbyt ciekawe i kojarzą mi się z tak krytykowanym przez architektów stylem dworkowym (kamień na ścianach, antyczne lub stylizowane meble). Po takich sławach spodziewałam się fajerwerków, a była zwykła zapałka.

Advertisements