Tenor w telewizji śniadaniowej

Rzadko oglądam telewizję śniadaniową, bo nudzą mnie poruszane tam tematy. Wiecznie to samo i wiecznie ci sami goście – serialowe gwiazdki i ludzie znani z tego, że są znani, wypowiadający się jako eksperci od wszystkiego.
Natomiast wczoraj, gdy włączyłam telewizor do jajka na miękko, nieco się zdziwiłam, bo akurat była mowa o pewnym polskim tenorze, Piotrze Beczale. Ów artysta i jego żona Katarzyna gościli w studio „Dzień Dobry TVN”. Trochę krótko, jak to bywa w tego typu programach, ale dali się poznać jako ludzie bardzo sympatyczni, inteligentni i niezmanierowani, w odróżnieniu od większości  gości telewizji śniadaniowych. Opowiedzieli nieco o pracy śpiewaka operowego, co jest naprawdę ciekawe, ale w telewizji bardzo rzadkie. Tematu muzyki operowej nie poruszano w telewizji chyba od czasu programów Bogusława Kaczyńskiego (które oglądałam z rodzicami namiętnie, niewiele z nich rozumiejąc).

Cała rozmowa dostępna pod tym linkiem, a poniżej jeden bardzo uroczy fragment:

Kinga Rusin: Pani Kasiu, pani miała propozycje, by również śpiewać na największych scenach operowych, zdaje się, przeszła pani, właściwie na pani własne życzenie, koło nosa La Scala, tak?
Pani Katarzyna Bąk-Beczała: Plany były troszkę inne na samym początku naszego wspólnego życia, ale ja naprawdę bardzo się cieszę, że tak wybrałam, bo szybko poznałam, co dla mnie jest w życiu ważne. Ja jestem bardzo szczęśliwą kobietą, a nie znam tak szczęśliwej diwy. Rzeczywiście troszeczkę poznałam, bardzo wcześnie, jeszcze na studiach, jak wygląda życie śpiewaczki na obczyźnie, samej. Jeśli się te kosze kwiatów niesie samej do domu i nie ma się z kim dzielić tej radości, to naprawdę nie jest do pozazdroszczenia.
Pan Piotr Beczała: No nie mów, że uratowałem cię od tego strasznego życia.
Pani Katarzyna: No na ciebie padło, ale ja nie żałuję.

Zdjęcie pochodzi ze strony dziendobry.tvn.pl

Reklamy