Podróż za żelazną kurtynę

Jakiś czas temu pisałam, że każdy ma swój własny PRL. Ci, którzy w nim przeżyli pół życia, ja – urodzona pod koniec, nawet farciarze urodzeni w kapitalistycznej Polsce, którzy nosili pampersy, zamiast pieluch tetrowych, którzy znają PRL z anegdot rodzinnych i filmów Barei – oni też mają w głowach swój własny PRL.
A jak wygląda PRL kobiety, którą Polskę opuściła w 1939 roku jako nastolatka i do ojczyzny przyjechała dopiero w 1967 roku? Albo PRL obywatelki Hiszpanii, na dodatek żyjącej w epoce dyktatury generała Franko?
W  1967 r. pewna hiszpańska pisarka – Carmen Laforet postanowiła udać się w podróż do Polski, a jej towarzyszką i tłumaczką miała być Karolina Babecka, jej serdeczna przyjaciółka. Pomysł był o tyle szalony, że frankistowska Hiszpania i socjalistyczna Polska nie utrzymywały nawet stosunków dyplomatycznych. Wizę trzeba było załatwiać w Paryżu. Na dodatek Babecka znana była nie tylko jako pracownica Polskiego Czerwonego Krzyża (instytucji podległej rządowi londyńskiemu), ale przede wszystkim jako antykomunistyczna działaczka, która dzięki swoim dosadnym opiniom na temat ustroju w Polsce, wygłaszanym w Radio Madrid,  zyskała sobie miano „Żmii z Madrytu”. Raczej nie ubolewała nad tym przydomkiem, skoro wymyślili je polscy partyjniacy.
Mimo złej opinii Babecka otrzymała wizę, Laforet również, i pociągiem relacji Paryż-Moskwa ruszyły w podróż za żelazną kurtynę.
Wrażenia z pobytu w socjalistycznej Polsce Laforet publikowała w piśmie „La Actualidad Espanola”. Wiele lat później Pani Cristina Gonzalez Caizan i panowie Jan Kieniewicz i Javier Ruperez postanawiają udostępnić te reportaże polskiemu czytelnikowi. Opatrują tekst Laforet przypisami, wstępem i komentarzami. W ten sposób powstaje książka pt.  „Za żelazną kurtyną. Podróż do Polski w 1967 roku”, która dla współczesnego czytelnika jest podróżą w czasie oraz istną kopalnią ciekawostek.
Nie wiedziałam na przykład o tym, że polska propaganda przedstawiała Hiszpanię generała Franko jako kraj skrajnie biedny:

„Kiedy meldowałyśmy się w motelu, zdarzyło się coś, co dowodzi, jak propaganda może zmienić w jednym kraju opinię o innych społeczeństwach. Linka wpisała się jako przemysłowiec, właścicielka madryckiego domu mody.
– Dom mody w Madrycie? W Hiszpanii? Jakim cudem może istnieć dom mody w tak ubogim kraju?
Takie przekonanie żywił właściciel motelu.”
(C. Laforet, Za żelazną kurtyną. Podróż do Polskiw 1967 roku, Warszawa 2012, s. 126)

Carmen Laforet, zakopiański miś i Karolina Babecka. Zdjęcie pochodzi ze strony polonia.pap.pl

Zabawnie się czyta niektóre uwagi Laforet o życiu codziennym w Polsce, niektóre bywają naprawdę naiwne, np. gdy opisywała niezwykle uprzejmego dżentelmena:

Innym razem, obładowane pakunkami z prezentami i skonane, stojąc w kolejce po taksówkę, której nie było, zobaczyłyśmy, że obok staje samochód, który wzięłyśmy za „łebka”, skorzystałyśmy więc, by podwiózł nas kawał drogi do domu. Gdy przyszło do płacenia, szofer zapytał nas z uśmiechem, czy nie zorientowałyśmy się, że nie jest ani taksówkarzem, ani kierowcą państwowym. Samochód był jego własnością.
– Jak wielu posiadaczy prywatnych samochodów w Warszawie staram się przez jedną, dwie godzinki ulżyć ludziom w kłopotach transportowych. Nazywamy to „pomocą społeczną”, a jakiekolwiek opłaty nie są przewidziane.
(Ibidem, s. 107-108). Z przypisu dowiadujemy się, że był to najprawdopodobniej funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa.

Pisarka z równą łatwowiernością Carmen Laforet przyjmowała rozmaite smaczki propagandowe, jak na przykład ten o wyjątkowym zacofaniu II Rzeczpospolitej (a już mogła się przekonać, że propaganda głosiła zacofanie wszystkiego, co było niesocjalistyczne – zarówno II RP, jak i frankistowskiej Hiszpanii). Jednocześnie pisała o absurdach polskiej rzeczywistości, jak brak towaru w sklepach, wielogodzinne kolejki i problemy mieszkaniowe (1 pokój na bezdzietne małżeństwo, jeśli ktoś miał pecha i miał drugi pokój, a nie miał dziecka, dostawał lokatora).

Carmen Laforet (od lewej) i Karolina Babecka podczas podróży po Polsce. Zdjęcie pochodzi ze strony polskieradio.pl

Nie znajdziemy w tekście Laforet nawet próby dogłębnej analizy sytuacji społecznej w Polsce w roku 1967. Ale czy musimy? To jest jej punkt widzenia, jej mały PRL. Komentarz historyczny do tekstu napisał Jan Kieniewicz, nadając tym samym wspomnieniom Laforet kontekst społeczno-polityczny.
A czytelnikom pozostaje się cieszyć, że  Carmen Laforet połechatała nasze (tzn. Polaków, choć w zasadzie naszych rodziców i dziadków) ego, wielokrotnie powtarzając, że jesteśmy wyjątkowym narodem, skoro tak świetnie dajemy sobie radę w tak trudnych warunkach.

Na koniec jeszcze dwa ciekawe fragmenty z książki:

Carmen Laforet pisze o pobycie nad Jeziorem Góreckim w Wielkopolsce:

Przy tym napływ ludzi nie zakłóca ciszy: włączanie radia tranzystorowego jest zabronione, podobnie jak jeżdżenie na motocyklu po leśnych drogach.
– Czy Polacy zawsze byli tak cywilizowani?
– Demokratyczny rząd socjalistyczny, który wy nazywacie komunistycznym, uczynił dużo w zakresie zdyscyplinowania społeczeństwa, ale nigdy nie byliśmy tak samowolni, jacy wedle waszych opowieści są Hiszpanie: nigdy nie tolerowaliśmy rzucania śmieci na ulicę…

(Ibidem, s. 114, odpowiedzi Carmen udzielił Eugeniusz, krewny Linki Babeckiej)

Myśląc o swoim kraju, Polacy wykraczają daleko poza swoje prywatne interesy, co mogłam stwierdzić podczas nie jednej, nie dwóch, ale wielu rozmów, jakie prowadziłam podczas tej podróży. Polacy to naród godny podziwu, zresztą nie tylko z tego powodu. Nie spoglądają wstecz, doceniają osiągnięcia współczesności i chcą przysposobić się do przyszłości, która ma służyć polepszeniu sytuacji, a nie być krokiem do tyłu.

(Ibidem, s. 67)

Polecam nie tylko historiofilom, ale również wszystkim, którzy lubią zgłębiać temat zderzenia kulturowego. W książce „Za żelazną kurtyną” takie zderzenie odnajdziecie.

Layout 1

Carmen Laforet „Za żelazną kurtyną. Podróż do Polski w 1967 roku”
Redakcja naukowa – Cristina Gonzalez Caizan
Wydawnictwo Iskry – Warszawa 2012
Zdjęcie pochodzi ze strony iskry.com.pl

Advertisements