Piękny obraz o niewidzeniu, czyli „Imagine”

Ze wszystkich niepełnosprawności, jakie mogą mnie spotkać, najbardziej obawiam się utraty wzroku. Wydaje mi się, że niezdolność widzenia bardzo podkopuje nasze poczucie bezpieczeństwa. Cały świat nagle staje się zupełnie obcy, a na każdym kroku możemy wyrządzić sobie krzywdę. I już sama nie wiem, kto ma trudniej – osoba, która nagle utraciła wzrok, ale w pamięci przechowuje obraz swoich bliskich, swojego mieszkania, sprzętów oraz najbliższej okolicy, czy ktoś, kto nie widział nigdy, a w zamian ma wyostrzone pozostałe zmysły.

O niewidomych i o trudnym zadaniu nauczenia ich bezpiecznego funkcjonowania w świecie jest film „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego, reżysera „Sztuczek” i „Zmruż oczy”. Nie ujmując nic „Sztuczkom”, które lubię („Zmruż oczy”, wstyd się przyznać, nie widziałam), „Imagine” pokazuje, że Polak potrafi nakręcić wybitny film nie tylko o ciężkim życiu na polskiej prowincji.

Główny bohater, Ian, przyjeżdża do ośrodka dla niewidomych, głównie dzieci, aby nauczać je orientacji w przestrzeni. Ian nie ma oczu, ale nie ma też charakterystycznej białej laski. Uważa, że niewidomi lasek nie potrzebują, ponieważ wystarczającą ochroną są dla nich ich własne zmysły, wzmocnione przez umiejętności, które on chce przekazać swoim uczniom. Ian budzi wśród uczniów oraz dorosłych prowadzących ośrodek nieufność, bo jego metody są dosyć kontrowersyjne.

Źródło: filmweb.pl

Ale w niektórych dzieciach nauczyciel budzi ciekawość świata i chęć bycia jego częścią. Poza tym w ośrodku przebywa również niewidoma Ewa…

Źródło: filmweb.pl

Schemat znajomy choćby z „Pana od muzyki”, ale  film sam w sobie schematyczny nie jest. Albo jest, ale coś innego wybija się ponad schemat?

„Imagine” jest magiczny. Bogaty zarówno w piękne zdjęcia – ośrodek dla niewidomych znajduje się w Lizbonie, więc w filmie miały okazję zagrać klimatyczne uliczki i małe knajpki, jak i w cudowną muzykę Tomasza Gąssowskiego i wszelkie dźwięki, jak chociażby trzepot ptasich skrzydeł.

Źródło: filmweb.pl

Urzekły mnie Imaginowe niedosłowności i niedopowiedzenia, choć w tym wypadku należałoby napisać raczej „niedopokazania” – kilka scen było zbudowanych w ten sposób, że operator nie pokazywał nam tego, co chcielibyśmy zobaczyć, by się przekonać, czy Ian ma rację. Nie mogliśmy zobaczyć wówczas wiele więcej, niż niewidomi bohaterowie. Wydawałoby się, że to nie do pomyślenia w kinie, opartym w końcu na obrazie – nie pokazywać widzowi tego, co chciałby zobaczyć. Ależ to było genialne posunięcie. I jaka miła odmiana od wszechobecnej dosłowności! Chcę więcej!

Źródło: filmweb.pl

Seans był niebywałą przyjemnością, na dodatek za jedyne 11 zł, bo zamiast tradycyjnie w weekend, wybraliśmy się do kina w poniedziałek, a wówczas w kinie Helios Nowe Horyzonty jest taka przemiła promocja. Nic, tylko poniedziałkować w kinie!

Źródło: kinoteka.pl

Advertisements