Paranoje para moje

Jak już wspominałam dorobiliśmy się w końcu szafy. Szafa jest magiczna, mieści się w niej cała Narnia. Jest tam milion półek i miliard metrów sześciennych na wszystkie moje pierdółki i całkiem duże pierdoły. Jest w niej zamontowane również światło, co z szafy czyni bardziej garderobę.

Po moim cowieczornym obchodzie (o tym niżej) J. mówi:

– Teraz nie będziesz mogła zasnąć dopóki nie sprawdzisz, czy wyłączyłaś światło w garderobie.
– Nie wpadłam na to, ale dziękuję, że obudziłeś we mnie kolejną paranoję.

Trochę ich już mam. Nie zasnę bez sprawdzenia, czy zamknięte są drzwi – sprawdzam, czy zamek jest 2 razy przekręcony i na wszelki wypadek łapię za klamkę. Nie zasnę i nie wyjdę z domu bez zaglądnięcia do kuchni, bo przecież płyta mogła się włączyć albo piekarnik (nie pytajcie   j a k, na pewno  j a k o ś   m o g ł a). Jeśli ostatnio prasowałam albo akurat mam słaby dzień, to trzy razy sprawdzam, czy wyłączyłam żelazko. Jeśli przed jakąś imprezą używam lokówki, to wkładam ją do umywalki, bo w umywalce raczej się nie zapali (czy się mylę?). Powoli dopada mnie również paranoja kranowa (czy krany są dobrze dokręcone i czy nie kapie z nich woda) oraz lodówkowa, bo któregoś ranka po przebudzeniu słyszałam dziwny dźwięk. Okazało się, że to alarm niezamkniętej lodówki, piszczał jakieś 6 godzin.
Gdy jeżdżę czasem do rodziców, walczę ze sobą, żeby przed snem nie przespacerować się po obejściu, nie sprawdzać drzwi i wszystkich okien, nie sprawdzać pieca, czy nie zamierza wybuchnąć, nie doglądać wszelkich możliwych urządzeń, czy aby na pewno są wyłączone  oraz czy gaz się nie ulatnia.

Nie ma co marzyć o domku z ogródkiem, dopóki nie wyleczę chociaż części moich lęków, bo przecież wieczorne obchody po całym gospodarstwie mogłyby mnie wykończyć 😉

Kur..! Nie pocałowałem stópki Jezuska przecież mojego przed wyjściem! Brzmi znajomo?
Czy tylko ja i Adaś Miauczyński tak mamy?

Źródło: vod.pl

Advertisements