Jeśli się starzeć, to w „Kwartecie”

Dom spokojnej starości to swego czasu był dosyć popularny straszak na osoby bezdzietne, bo mawiano, że jeśli ktoś nie ma dzieci, to na pewno skończy w domu starców (a oczywiście ten, kto ma, na pewno nie skończy). Straszak ten się ostatnio mocno zdezaktualizował, chyba od pamiętnego wystąpienia jedynego jak dotąd rockowego premiera, piję tu oczywiście do jego szczerej wypowiedzi, że nie ma co liczyć na emeryturę w tym kraju, najlepsze zabezpieczenie na starość to dzieci. Dlaczego to zdezaktualizowało straszaka? Ano dlatego, że jeśli te prognozy się spełnią, to biednych bezdzietnych staruszków i tak nie będzie stać na łóżko w domu spokojnej starości. Ale nie o emeryturach chciałam i nie o polityce, tylko o staruszkach.

7509219.3

Wśród okrytych złą sławą „domach starców” słyszałam o jednym wyjątkowym, mianowicie o domu księży-emerytów. A czy wyobrażacie sobie dom spokojnej starości, którego mieszkańców łączyłaby jedna branża? Powiedzmy dom emerytowanych kucharzy albo dom emerytowanych fryzjerów:) Dustin Hoffman sobie wyobraził i nakręcił film o domu emerytowanych muzyków. Chodzi oczywiście o śpiewaków operowych, dyrygentów czy muzyków-instrumentalistów, byłych członków znamienitych orkiestr. Nie było wśród nich niestety żadnego szalonego rockmana, żadnego Micka Jaggera, ale i tak towarzystwo było przednie. Rezydenci tejże instytucji spędzają miło czas we własnym towarzystwie wspominając swoje najlepsze lata i cudowne kariery, a jednocześnie organizują koncert, dzięki któremu nie tylko zamierzają podreperować nieco budżet swojego domu, ale też cofnąć się w czasie do lat największej świetności. Do tego mam wątek skomplikowanych relacji damsko-męskich, bo do mieszkańców dołącza wielka śpiewaczka, a jednocześnie była żona jednego z mieszkańców.

Historia być może prosta, ale w swej prostocie napełnia optymizmem i zadowoleniem z życia. Po seansie doszłam do wniosku, że sposobem na wieczną młodość jest odnalezienie swojej pasji i zatracenie się w niej. Jeśli miało się fajne życie i robiło coś, co się kocha, to starość nie musi straszyć. Co prawda divą operową już nie zostanę, ale może kiedyś powstanie dom pogodnej jesieni np. dla zbieraczy cenówek (tak, zamiast znaczków w dzieciństwie namiętnie zbierałam cenówki…)

Bohaterowie rzeczywiście zarażają chęcią do życia i mogą nas zainspirować, dlatego film polecam szczególnie tym, którzy potrzebują naładować swoje życiowe baterie optymizmem.
Proponuję nie spóźnić się na pierwszą kwestię (mała niespodzianka) oraz zostać do końca napisów, bo zaprezentowano w nich mini biogramy występujących w filmie aktorów. To naprawdę wielkie nazwiska są.

Advertisements