Co się stało z Dawidkiem Weiserem?

Byłam wtedy świeżo po lekturze „Prawieku i innych czasów”, trafiłam na stronę e-księgarni, która miała atrakcyjne obniżki. Otwierałam opisy wszystkich książek, których tytuły wydawały się ciekawe. Wydałam wtedy trochę pieniędzy, paczkę ledwo przydźwigałam z paczkomatu do domu. Wśród książek była taka jedna, niepozorna, za jakieś 10 zł, za to ze znanym nazwiskiem na okładce. Nigdy wcześniej nie czytałam nic autorstwa Pawła Huelle, co uważam za potworne niedopatrzenie, bo po „Weiserze” wnioskuję, że ten Pan pisze dokładnie tak, jak ja lubię czytać. Na okładce było napisane, że to powieść „magiczna, pełna uroku (…) o dzieciństwie, pamięci i granicach poznania”. Jakże bym mogła nie wrzucić jej do koszyka?

Weiser Dawidek

Źródło zdjęcia: www.znak.com.pl

 

„Weiser Dawidek” to opowieść o grupce dzieci, z których jedno pewnego razu przepada bez śladu. To wokół tego tajemniczego zniknięcia zbudowana jest cała fabuła. Autor zgrabnie lawiruje pomiędzy opowieścią o wyjątkowych wakacjach oraz o przygodach, których dzieci doświadczyły, a wspomnieniem śledztwa, którymi te przygody musiały się zakończyć. Od czasu do czasu wplata wątki znacznie późniejsze, niż główna fabuła, a na dodatek wtrąca kilka celnych uwag dotyczących ówczesnego życia społecznego i politycznego . Bo akcja toczy się głównie w 1957 roku, ale zdarzają się wycieczki chociażby do 1970 r. Historiofila powinno zaciekawić, że rzecz się dzieje w Gdańsku…
Nie jest to więc tylko książka o grupce dzieciaków i o ich szalonych wakacjach, ale również o Polsce z  tamtych czasów, bez zbędnego politycznego przynudzania. Autor doskonale wyważył wątki – klimat dało się poczuć, ale nie przytłaczał. I jeszcze ten Gdańsk. Aż się chce wsiąść w pociąg i poszukać Brętowskiego Cmentarza, nasypu, tunelu. I tajemniczego Weisera.

Świetna powieść – lekka a niegłupia, do poczytania na plaży (ale tylko tej w Jelitkowie) a ambitna. Polecam tak gorąco, jak gorące było lato w Gdańsku w 1957 roku.

Reklamy