Dzięki Bogu już po Świętach

Nieskładanie życzeń bożonarodzeniowych będzie chyba moją tradycją, ale to nie tak, że życzę wszystkim paskudnych Świąt i samych nieszczęść w nowym, 2014. Ja po prostu znowu nie wyrobiłam się z życzeniami przed wieczerzą wigilijną. A potem to już bez sensu.

Zamiast życzeń wypiszę zatem moje nadzieje:

  • mam nadzieję, że Święta były dokładnie takie, jakie miały być – kameralne, z rodziną, z przyjaciółmi lub na plaży w Egipcie, jak kto woli,
  • mam nadzieję, że brzuchy za bardzo nie bolą, a waga nie wariuje,
  • mam nadzieję, że choinki nie zostawią zbyt wielu igieł na dywanie i że Wasze miasto nie zabroni Wam wyrzucania, uschniętych drzewek na śmietnik (bo moje miało taki fantastyczny pomysł, o którym można poczytać tu. Polecam fragment o obowiązku skasowania biletu mpk za choinkowy bagaż :)),
  • mam nadzieję, że Wasze środki na kontach nie zostały zanadto uszczuplone, a jeśli tak się stało, to
  • mam nadzieję, że prezenty, które zrobiliście, spodobały się obdarowanym (czy u Was w rodzinie standardowa reakcja na prezenty to „Oszalałaś? Nie trzeba było”. Za rok kupię po czekoladzie ;)),
  • mam nadzieję, że wszystko, co otrzymaliście, jest przez Was wyczekiwane (nawet jeśli o tym nie wiedzieliście) i że żaden prezent nie trafi na serwis aukcyjny celem pozbycia się go z domu,
  • mam nadzieję, że w Nowym Roku pospełniają się te życzenia, które chcecie, zaś wszystkie sprawy ślubowo-dzieciowe poczekają na swój właściwy czas.

A teraz mała podróż w czasie do świątecznego jarmarku we Wrocławiu. Właściwie dwóch jarmarków, bo w tym roku kupcy ustawili się i na Rynku, i na Placu Nowy Targ. Było po czym chodzić, było co fotografować i co zjeść.

j7

Jarmarki i jarmarczne iluminacje. W prawym dolnym rogu tegoroczny debiutant – jarmark na Placu Nowy Targ.

j2

Jarmarczne, choć nie do końca bożonarodzeniowe przysmaki – po lewej zabajkalski przysmak – bozy, po prawej smakołyk znad Balatonu – węgierski langosz, mój osobisty hit Węgierskiej Kawalkady z czerwca br.

j3

Po lewej grzańce – biały Hugo i bardziej tradycyjny, czerwony, ale z jagodowym aromatem. To rewelacyjne recenzje Hugona przyciągnęły mnie na jarmark, ale bardziej smakował mi ten drugi. Grzaniec ma być czerwony, a nie przypominać mojito!
Po prawej numer jeden w kategorii osobliwości Jarmarku Bożonarodzeniowego 2013 – czekoladowe narzędzia – klucze francuskie, młotki, tarcze… Nie było już niestety czekoladowego żelazka. Sprzedało się (za bodajże 300 zł.).

j8

Wrocławscy kolędnicy. Przemaszerowali przez Rynek, wprowadzając w nastrój świąteczny tych najbardziej opornych (w tym mnie). Zdjęcia słabej jakości, niestety kolędnicy maszerowali szybko, a i ja nie mogłam stanąć nieruchomo, by złapać ostrość, ponieważ się gibałam w rytm wybijany przez kolędujących bębniarzy. Najbardziej żałuję, że nie mam porządnego zdjęcia Diabła miotającego ogniem. Cóż, trzeba poczekać do następnego jarmarku.

Reklamy