Rok 2013

Jak już pisałam, lubię podsumowywać. Gdy mój pierwszy recenzent i korektor (J.) przeczytał w poprzedniej notce, że szykuje się podsumowanie całego roku, zagroził jakimś dłuższym wyjazdem. Ale udało mi się zamknąć się z nim w mieszkaniu i połknąć klucz, zatem mogę spokojnie napisać, jaki był ten dwa tysiące trzynasty.

Kulturalnie

Nie był to rok teatru. Byłam na 3 spektaklach i sama nie wiem, który podobał mi się najbardziej – fenomenalna „Smycz„, czy powrót do dzieciństwa za sprawą „Dzieci z Bullerbyn„.

Czy to był rok książek? Też nie. Przeczytałam tylko 18. Spośród nich wyłoniłam kilka, między którymi rozgrywa się zaciekła walka o tytuł książki roku:

  • „My, właściciele Teksasu” Małgorzaty Szejnert za pouczającą i ciekawą opowieść o Polsce lat 70,
  • „Ani tu, ani tam” Billa Brysona za zachętę do szalonej podróży po całej Europie, a także
  • Weiser Dawidek” Pawła Huelle za niecodzienny klimat i za to, że ciągle się zastanawiam, co się tak naprawdę stało z Dawidkiem.

Z filmami było zdecydowanie lepiej niż z książkami i teatrem – obejrzałam 51 (nie wliczam 3 sezonu Gry o tron), ale najlepsze spośród nich to:

Ten pierwszy za tarantinowski styl i humor, a dwa pozostałe za poruszenie ważnych tematów, rzadko spotykanych w kinie, a przecież takich wdzięcznych oraz za obsadę, a „Imagine” za przepiękne zdjęcia i muzykę.

Zdarzało nam się odwiedzić bardzo kulturalno-naukowe miejsca – Muzeum Architektury we Wrocławiu, gdzie podziwiałam wystawę „Słynne wille Polski„, Uniwersytet Wrocławski z Wieżą Matematyczną, Muzeum Współczesne Wrocławia, w którym odbywały się targi sztuki Ring 2, Muzeum Miejskie Wrocławia – Pałac Królewski (tak, mamy we Wrocławiu królewski pałac!:)) z wystawą poświęconą 1000-letniej historii Wrocławia oraz ze zdjęciami Wrocławia z lat 50, a także Centrum Poznawcze, które prezentowało historię Hali Stulecia i architekturę modernistyczną we Wrocławiu.

Słabo było, żeby nie powiedzieć padaka, z koncertami i kabaretami. Gdyby nie impreza firmowa, na której miałam okazję poskakać z Piersiami oraz podziwiać sweterki Łowców.B, nic by się w tej kategorii nie znalazło.

Cel na 2014: Przynajmniej raz w miesiącu odwiedzam muzeum lub idę na koncert. Czatuję na występ jakichś fajnych kabaretów we Wrocławiu, najlepiej Hrabi. Rozszerzamy nasze wyprawy do kina o Dolnośląskie Centrum Filmowe, w którym jeszcze nigdy nie byłam. Regularnie odwiedzam Iplexa i inne podobne serwisy, no i czytam, czytam, czytam. Pewnie uda się obejrzeć w ciągu roku 52 filmy, ale z 52 książkami będzie ciężko, więc poprzeczkę ustawiam nisko – 2 na miesiąc, wypadałoby to zaliczyć. Za pomysł na projekty 52… dziękuję Oldze Cecylii, może oprócz pomysłu na filmy i książki jeszcze coś podkradnę, np. to 😉

Zawodowo

W swoim życiu zawodowym miałam dopiero 2 takie lata, które od początku do końca przepracowałam w jednej firmie. Nie był to rok 2013, bo mniej więcej w połowie postanowiłam złożyć pierwsze w życiu wypowiedzenie i zmienić pracę na inną. Czy się opłacało? Tak, mimo wszystko tak. Czy 2014 będzie kolejnym rokiem, przepracowanym w całości w jednej firmie? To się okaże.

Cel na 2014: Zrobić coś, żeby praca sprawiała przyjemność. Ta lub inna – w korporacji, małej firemce lub na własnej działalności – nieważne, grunt, żeby nie dać się zwariować, to tylko praca.

Podróżniczo

Ze względu na zmianę pracy nie miałam w tym roku porządnego urlopu. Weekend majowy spędziliśmy u moich rodziców, otuleni kocami, racząc się grzańcem. Zaliczyłam dwa wypady do Warszawy – raz na wieczór panieński koleżanki, raz zawodowo. Ani za pierwszym, ani za drugim razem nie było czasu na delektowanie się stolicą, zrobiłam tylko parę fotek z Tarasu Widokowego PKiN. W ramach pracy zahaczyłam też o Piłę, ale tu również nie miałam doznań turystycznych. Za urlop musiał nam wystarczyć weekend w Dreźnie.

Cel na 2014: Jeden krótki wyjazd kroi się na wiosnę, muszę zaplanować go najlepiej, jak się da. Oprócz niego musimy zastanowić się nad porządnym urlopem w ciepłym miejscu (może być Rzym), a także uwzględnić w naszym napiętym grafiku kilka podróży po Polsce – na odwiedziny czekają: Warszawa z Muzeum Powstania Warszawskiego i Centrum Nauki Kopernik, Trójmiasto oraz Kraków.

Sportowo

Odkopałam buciory do snowboardu, z radością odkryłam, że expres narty ciągle jeździ i zaciągnęłam J. do Jańskich Łaźni, gdzie oddaliśmy się białemu szaleństwu pędząc z zawrotną prędkością 10 km/h. A potem to powtórzyliśmy! Chciałam dać się porwać zumbie, ale nie wyszło. Na wiosnę kupiliśmy rolki, zrobiliśmy aż jeden wypad, podczas którego J. rolki się zepsuły. Nie kontynuowaliśmy tematu. Moje czekają na swój dzień, a rolki J. – na reklamację. Przeprosiłam się z rowerem, który w 2012 r. posłużył mi raptem jeden raz, w celu pojechania do Biedronki. W 2013 r. do mojej klaczki dołączył rumak J. i mogliśmy odbyć kilka fajnych wycieczek po Wrocławiu i okolicach. Największy wyczyn sportowy – bieganie. Półtora roku temu, gdy złapałam zadyszkę po przebiegnięciu 1,5 km nie przypuszczałam, że zdołam bez zatrzymania przebiec 4, 6, a nawet 8 km!

Cel na 2014: Wybrać się kilka razy na deskę. Wiosenne i letnie weekendy spędzać na rowerze. Regularnie biegać. Przypilnować J., żeby zaniósł wreszcie rolki do reklamacji.

Kulinarnie

Nie jestem idealną gospodynią, która codziennie przygotowuje dwudaniowy obiad, ale trochę się w 2013 roku nagotowałam. Święta, urodziny, zmiana pracy i piątkowe spotkania z A. sprzyjają rozwojowi kulinarnemu.
Nauczyłam się przyrządzać pyszne, delikatne polędwiczki, a także odkryłam szparagi (parę lat temu kupiłam i przyrządziłam po raz pierwszy i strasznie się zraziłam). Spośród różnych deserów najsmaczniej wspominam serniczki przygotowane wg tego przepisu (tylko zamiast truskawek użyłam jagód). Knajpką roku ogłaszam Piec na Szewskiej za ich najlepszą we Wrocławiu pizzę, za rozpływające się w ustach eskalopki (mały minus za wycofanie z menu eskalopek w sosie z karczochów) i za foccacię nie do podrobienia (informuję, że Piec na Szewskiej nie płaci mi w żaden sposób za te pochwały, ale gdyby zechcieli mi dać jakiś rabacik albo chociaż kartę stałego klienta, to chętnie przyjmę :))

Cel na 2014: Usystematyzować się w dziedzinie gotowania (tzn. przyrządzać uczciwe obiady przynajmniej co drugi dzień), wypróbować nowe smaki: jarmuż, falafele, hummus. Zmierzyć się z produktami, którym jeszcze sama nie stawiałam czoła – karczochy, ciecierzyca. Własnoręcznie przyrządzić chleb.

Mieszkaniowo

Absolutnym hitem tego roku jest szafa. Chcieliśmy również urządzić inne pomieszczenia mieszkania, ale nie wyszło – najpierw przez 6 miesięcy wybierałam meble do salonu, a teraz, po dwóch miesiącach, ciągle na nie czekamy. Przybyła nam za to lampa. Mała rzecz, a cieszy.

Cel na 2014: Urządzić wreszcie salon, bo siara! 🙂 Na więcej się w tym obszarze nie porywam, pewne decyzje muszą sobie przecież poleżakować rok lub dwa.

ikonka2013
Podsumowując podsumowanie: Rok 2013 był udany, mimo że wiele można by poprawić.

Cel ogólny na 2014 – przeżyć ten rok cało, zdrowo i szczęśliwie 🙂

Advertisements