Słonecznik

J. nie jest najmocniejszym zawodnikiem w jedzeniu słonecznika. Unika takich wynalazków, bo za dużo z tym zachodu.
Natomiast moje słonecznikowe uzależnienie przeżywa w tej chwili renesans, bo w moim biurze dłubie każdy. Nawet jeśli w ciągu dnia jestem w stanie się oprzeć dźwiękom pękającej skorupki, to wieczorem muszę odreagować.

slonecznik

Pewnego wieczoru oglądamy film i ja sobie dłubię ziarenka (lepsze to niż chipsy, bo nawet gdyby było to tak samo kaloryczne, to przynajmniej zużywam jakieś kalorie  dłubiąc – tak sobie tłumaczę).  J. się skusił. Po 15 minutach J. oświadcza, że jego to wkurza, bo próbuje mi dotrzymać kroku, ale się nie da.
J.: Ty w ogóle celebrujesz jakoś te ziarenka? Czy od razu je połykasz?

Godzinę i dużą pakę słonecznika później:
J.: Ty w ogóle czujesz swoją twarz? Bo mnie zdrętwiały wargi, a język zamienił się w słup soli. A zjadłem garstkę, a Ty cztery…

Słonecznik jest tylko dla najbardziej wytrwałych 🙂

Advertisements