Co zrobić z niedzielą, gdy jest się zdrowym?

Na studiach byłam mistrzynią kreatywności, ale tylko w czasie sesji. Wówczas miałam głowę pełną pomysłów na zagospodarowanie czasu, którego nie miałam, bo się uczyłam do egzaminów. A zaraz po zdaniu ostatniego wszystkie pomysły wyparowywały, zapał także. Właśnie teraz przypomniałam sobie, jak to jest, teraz, gdy leżę w domu z przeziębieniem i gorączką. Jeszcze tydzień temu nie wiedziałam, co zrobić z wolną niedzielą, teraz mam aż za dużo pomysłów. Zapiszę je sobie, żeby nie uleciały razem z gorączką, może z nich skorzystam za tydzień?

niezbednik niedziela

Mój niedzielny niezbędnik

1. Wyprawa na Ślężę – to taka mała górka w pobliżu Wrocławia, w sam raz na niedzielną wędrówkę.
2. Express narty – tej zimy nie miałam jeszcze deski na nogach.
3. Rower, bo przecież już prawie wiosna, a gdyby jednak było za zimno, to
4. Łyżwy – polscy panczeniści zachęcili mnie do powrotu na lodowisko, na którym tej zimy również jeszcze nie byłam.
5. Kino – w moich ulubionych Nowych Horyzontach dzisiaj wyświetlają: „Sierpień w hrabstwie Osage”, „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków”, „Ona” i „Smak curry”, każdy tytuł mnie  ciekawi.
6. Sauna – kolega ma łaźnię w swoim gabinecie fizjoterapii i odnowy biologicznej i nas zapraszał, a wkrótce zamyka interes i trzeba się spieszyć ze skorzystaniem z zaproszenia.
7. Spacer połączony z fotografią – J. ma całkiem nowy aparat fotograficzny, ja do interesu dorzuciłam statyw, planowaliśmy się wybrać na spacer, np. w do Pawłowic, żeby sfotografować ten pałac. Czekaliśmy na słoneczną niedzielę, bo ostatnio było raczej pochmurno.
8. Joga –  od dawna o niej myślę, ale nie mogę się zebrać na zajęcia, obchody Światowego Dnia Yogi mogłyby być świetnym początkiem nowej pasji.
9. Wrocław z lotu ptaka – w taki słoneczny dzień miasto wyglądałoby pięknie z tarasu widokowego w Sky Tower.
10. „Hair” – spektakl we wrocławskim Capitolu, mogliśmy mieć bilety od kolegi, który się rozchorował. Eh, te choroby.

Tymczasem niedziela upłynęła mi na oglądaniu „Prawa Agaty”, „Lekarzy” oraz „Moja macocha jest kosmitką”. Nawet książki nie poczytałam, bo zasnęłam po kilku stronach. Kiedyś wspominałam, że lubię chorować, ale na Boga, nie w weekend!

Reklamy