Polsko-czechosłowacka „Wojna i pokój”, czyli o meblach i zabawkach w BWA

Gdy myślę „polski dizajn lat 50 i 60”, widzę meblościankę, słomianą matę na ścianie, może jeszcze jelenia na rykowisku. Wszystko to szare i bure, bo takie mniej więcej meble pamiętam z dzieciństwa. A gdy weszłam do galerii BWA, gdzie trwała wystawa „Wojna i pokój” poświęcona polskiemu i czechosłowackiemu wzornictwu lat 50 i 60.

Na wystawie tej miałam okazję obejrzeć rozmaite eksponaty – od dmuchanego bawoła i harmonijkowego kota

kot bawół i żyrafa
po krzesła, których nie powstydziłaby się IKEA
meble
Widziałam gumowe zabawki, które przypominały mi o mojej odziedziczonej po siostrze kolekcji „gumiaków” i które uwielbiałam tak bardzo, że z tego uwielbienia poobgryzałam myszom uszy, a słoniom trąby. Moje kochane gumiaki przepadły gdzieś bezpowrotnie.
gumiaki3
Były szklane wazony, które zawsze mnie mierziły (w moim rodzinnym domu bardzo długo zajmowały honorowe miejsca na półkach), pewnie dlatego, że były znacznie brzydsze, niż te poniżej, czechosłowackie.
szkło
Były w BWA również magnetofon szpulowy, projektor i radio, które idealnie wpasowałyby się w moje eklektyczne wnętrza. Ze świecą takich szukać!

sprzet

Okazuje się, że nie taki socjalistyczny dizajn straszny, jak go malują.

Reklamy