Barcelona od innej strony

Ostatnio oprowadziłam Was niczym przewodnik Pascala po najbardziej znanych atrakcjach Barcelony. Dzisiaj pora na miejsca, które od turystów nie pękają, a które odwiedzić warto, jeśli mamy trochę czasu.


Rambla del Raval

Zajmuje pierwsze miejsce w rankingu perełek, bo tam znajdowało się nasze mieszkanko, na czwartym piętrze (które wydawało się piętrem czternastym) kamienicy z wąską klatką schodową, można rzecz klateczką. Rambla del Raval jest oddalona o jakieś 5 minut spacerem od La Rambli, ale klimat jest tu mało turystyczny. Jest to dzielnica zamieszkała przez imigrantów, mnóstwo jest arabskich sklepów, barów z kebabem, a także… niezbyt urodziwych prostytutek, które codziennie dybały na naszych mężczyzn na trasie między naszym mieszkankiem a Ramblą. Wiem, nie brzmi to zachęcająco, ale śpieszę wyjaśnić, że dzielnica del Raval zmienia się na lepsze. Staje się artystycznym zagłębiem. Przypomina mi to trochę wrocławskie Nadodrze, które do niedawna było wyjątkowo zaniedbane, a teraz powstają tam galeryjki, sklepy i rozmaite artystyczne instytucje, Pewnie każde miasto ma takiego feniksa, który powstaje z popiołów, w Barcelonie jest to właśnie del Raval – z kolorowymi kamienicami, ze straganami artystów-rękodzielników i z wielkim brązowym kotem, który nie wiem, co symbolizuje 🙂

barc9999977 (2)b12

 

Targ San Antonio

Niedaleko Rambla del Raval znajduje się alternatywa do drogiej i przepełnionej turystami la Boquerii. Na targ wybieraliśmy się codziennie, po świeże owoce morza na śniadanie. Targowisko mieści się w pięknym, secesyjnym budynku z czerwonej cegły, ale akurat podczas naszej wizyty trwał remont, więc stoiska zostały przeniesione do mało wyględnych kontenerów ustawionych po drugiej stronie ulicy. Ale co tam kontenery! Cóż tam było, na tym targowisku! Świeże ryby, krewetki, langustynki, małże, homary i kraby, owoce i warzywa, a także coś w stylu garmażerki oraz stoisko Pana Rocha z serami i chorizo. A wszystko w normalnych, regularnych, nieturystycznych cenach, bo i turystów tam nie było, oprócz nas, sami miejscowi. Świetna alternatywa dla La Boqueria! Polecam szczególnie stoisko Pana Rocha z przepysznymi serami i bardzo sympatyczną obsługą!

b11b1113b13b14

 

Casa  Amatller

Tuż obok Casa Batllo stoi kanciasta kamienica, jakże inna od domu bez kątów prostych. Nie ma do niej kolejki, nie można jej zwiedzać, nie jest to dzieło Gaudiego. Jest tam praktycznie pusto – oprócz nas nie było innych turystów, sami miejscowi. Grube mury oddzieliły nas od gwarnej ulicy i kolejki turystów do Casa Batllo. Byliśmy tylko my, cisza, ławeczka i bajeczne witraże. I nasze aparaty. Niestety, podziwiać mogliśmy tylko hol oraz fragment klatki schodowej,  bo schody były odgrodzone. Ale wyjątkowy klimat tego miejsca dało się odczuć  i mam nadzieję, że udało mi się go uchwycić na zdjęciach.
Zazdroszczę tym, którzy w tym budynku mieszkają lub pracują. Czy nie wygląda jak renesansowy pałac?

barca9998b2b3b1
Bunkry del Carmel

Niedaleko Parku Guell znajdują się wzgórza. Trzeba się na nie wdrapać, najlepiej wieczorem. Po całym dniu wędrówek to wdrapanie mocno da się we znaki, ale naprawdę warto. Na szczycie znajdują się bunkry, jeszcze z czasów wojny domowej. Mamy stamtąd panoramę całej Barcelony, bo z jednej strony mamy centrum Barcelony, Sagradę Familię, port i Morze Śródziemne, a z drugiej wzgórza Tibidabo z rysującym się w oddali kościołem Najświętszego Serca, wieżą telewizyjną i lunaparkiem – z tych widoków ucieszy się każdy fotograf. Ucieszyłabym się i ja, gdyby było odrobinę mniej mgliście i gdyby godzinę wcześniej bateria w moim aparacie nie padła. Niestety, straciłam okazję do świetnych zdjęć, dlatego poniżej prezentuję zdjęcia autorstwa J. a to spożyliśmy kolację złożoną z zakupionych rano rapas (oliwki, ser i chorizo) popijanych winem z Dia, delektowaliśmy się widokami oraz atmosferą – bunkry to chyba miejsce spotkań miejscowej młodzieży, która  tu sobie plotkuje, gra, śpiewa, kręci filmy, a także może sobie spokojnie popalić marihuanę z dala od rodziców. Właściwie w całej Barcelonie zapach zioła był wyczuwalny, ale na bunkrach prawie fazę złapałam 😉  Ale to nie z tego powodu Was zachęcam do odwiedzenia bunkrów. Widoki, widoki, widoki oraz uczucie, że jesteś częścią miasta, które zwiedzasz – bo siedzisz sobie w miejscu tak mało turystycznym, pośród miejscowych i tak jak oni spędzasz wieczór. Tylko na Boga, naładujcie baterie w aparacie!

b6b4b15b5

 

Advertisements