Maj

Maj przeminął. Wiosna ucieka. Staram się ją łapać, kiedy mogę, ale rzadko mogę. Wieczorami i w weekendy czas leci tak szybko.

Pierwsza majówka trochę nas rozczarowała, bo pogoda nie dopisała. Mimo to przełamaliśmy się i wyruszyliśmy w Polskę. A konkretnie na Ślężę, pobliską górkę, wg niektórych dawny wulkan i miejsce spotkań druidów. Druidów nie spotkaliśmy. Byli za to smakosze kiełbasek z grilla – o jakże miałam ochotę na pierwszą w tym roku kiełbaskę z grilla! Ale nie wzięliśmy ani kiełbasek, ani grilla. Na szczycie zjedliśmy tylko winogrono, porobiliśmy zdjęcia staremu i zniszczonemu kościołowi i pognaliśmy na dół.

ślęża

W tzw. długi majowy weekend, który był zwykłym weekendem, bo pracowałam w piątek, zaliczyliśmy jeszcze kino (film był wyśmienity, ale o tym za chwilę) i odwiedziny w podwrocławskiej Borowej z takim oto pięknym pałacem:

Borowa

Tydzień później wybraliśmy się na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa i… kapcie nam nie pospadały. J. smakoszem niszowych piw jest nie od dziś i często organizuje sobie własny, prywatny festiwal dobrego piwa, gdy w osiedlowym sklepiku udaje Mu się znaleźć jakieś wynalazki z lokalnych browarów. Zatem to ani dla niego, ani dla mnie, nie była żadna nowość. Szczególnie, że te same piwa J. kupuje w małych sklepikach znacznie taniej, niż były dostępne na festiwalu. Jedyne co nas naprawdę zainteresowało, to stoisko z akcesoriami i składnikami niezbędnymi do warzenia piwa w domu. Kiedyś się za to zabierzemy, może Olga nam udzieli wskazówek dla początkujących? 🙂

festiwal piwa2
butelki
festiwal piwa
Jako że festiwal odbywał się na Stadionie Miejskim, po raz pierwszy miałam okazję obejrzeć to cudo z bliska. Jest duży, nie zaprzeczę. Bardziej nowoczesny niż taki Stadion Olimpijski. Ale kolana mi nie zadrżały. Ja jednak nie jestem zagorzałym kibicem piłki. A mimo to tej wiosny odwiedziłam jeszcze jeden polski stadion z tych eurowych, ale o tym za miesiąc.

stadion

W kolejny weekend wypadała Noc Muzeów, a my spędziliśmy go nie we Wrocławiu, a w Lesznie. Znajomi, których odwiedziliśmy, pokazali nam kilka leszczyńskich atrakcji – wieżę ciśnień dostępną tylko raz w roku oraz starą oczyszczalnię ścieków, przeistoczoną w muzeum.

leszno wieża
leszno oczyszczalnia

Wybraliśmy się również do pobliskich Jeziorek, gdzie mieści się stadnina koni, a także coś jakby mini zoo, w którym mieszkają pawie, bażanty i inne ptaszyska, a także lama, owce, osioł i kucyki. Ze zwierzaków mieliśmy ubaw nie mniejszy niż dzieci naszych przyjaciół, bo nie codziennie możemy podrapać za uszami osła:

osioł leszno
konik leszno 2
lama leszno
ptak leszno
A wracając z Jeziorek do Leszna zahaczyliśmy o muzeum wiatraków, które również obchodziło Noc Muzeów i mogliśmy je zwiedzić. Uwielbiam wiatraki!

wiatraki leszno
wiatraki leszno 4
wiatraki leszno 2
W muzeum można było kupić też mąkę z pełnego przemiału – kiedyś upiekę prawdziwy, domowy chleb!

Koniec maja spędziliśmy na wsi u moich Rodziców. Spacer polnymi dróżkami, zrywanie polnych kwiatów… Ech, wiosna najpiękniejsza jest na wsi.

maczek
maczek 2
Oprócz podróżowania po bliższej i dalszej okolicy oglądaliśmy też filmy:

Grand Budapest Hotel – wartka opowieść o przygodach pewnego konsjerża, nakręcona z takim rozmachem, humorem, obsadą (Ralph, Fiennes! Adrien Brody!) i pięknymi zdjęciami, że nie chciało się wychodzić z kina! Kto jeszcze nie był w kinie, niech idzie prędko!

Powstanie Warszawskie – tego reklamować nie muszę, bo chyba każdy słyszał o tym wyjątkowym obrazie zmontowanym z autentycznych taśm z okresu Powstania, do których dopisano fabułę. Niezwykłe przeżycie. Może tylko przestrzegę wrażliwszych, bo film ma bardzo mocne i bardzo poruszające sceny. Ale zdecydowanie warto!

Ani słowa więcej – ciekawa opowieść podana w średni sposób. Prawdę mówiąc ledwo go zmęczyliśmy. Nawet nie wiem, co konkretnie, ale było w tym filmie coś bardzo irytującego – główna bohaterka ? Jej głupawa decyzja, żeby zaplątać się w nieprzyjemną sytuację? Było w tym coś słabego, naciąganego.

maj filmy

Książki nie przeczytałam żadnej, choć zaczęłam trzy na raz. Powinnam stosować zasadę nie zaczynania kolejnej książki, gdy jestem w trakcie innej, ale czasami tak ciężko oprzeć się pokusie!

Zaczęło mi brakować muzyki. Od roku słuchałam jej praktycznie tylko do biegania (ta sama playlista) i do sprzątania (nieocenione Lao Che). Teraz zaczęły do mnie docierać kolejne, uzależniające utwory. Oto dwa z nich, moje hity maja.

W ramach włóczenia się po wrocławskich knajpkach odwiedziliśmy stary dobry Piec na Szewskiej, gdzie tym razem skusiłam się na gnocchi z gorgonzolą, radicchio, pistacjami i parmezanem. Inny punkt programu to Szynkarnia z podpłomykami i takim wystrojem:
szynkarnia
podpłomyk

Kuchnia: ciasteczka jaglane – nad wyraz ohydne, muffinki z jagodami, których nie zdążyłam uwiecznić, oprócz tego postawiłam na letnią kuchnię owocowo-warzywną,  opartą na fasolce szparagowej, szparagach <3, koktajlach, truskawkach, czereśniach.

koktajl
szparagi

Jeszcze tylko mały rzut oka na moje balkonowe surfinie i bakopy: pelargonie
oraz poziomki z własnej doniczki (w smaku prawdę mówiąc średnie)poziomki
i możemy żegnać maj.

Advertisements