Europejska Stolica nie wiadomo czego

Lubię moje miasto. Nie dlatego, że tu się urodziłam i jestem mu wierna. Urodziłam się 40 km stąd. Lubię moje miasto, bo zawsze wydawało mi się europejskie, nowoczesne,  kulturalne. Teatry, muzea, festiwale, piękna architektura. Niesamowite miejsca. Otwarci, pozytywni ludzie. Nawet nasi włodarze wydawali się jacyś tacy fajniejsi, niż urzędnicy z innych miast.
Często chodzę do Kina Nowe Horyzonty (Festiwal Nowe Horyzonty to również jeden z wielkich symboli Wrocławia), tam przed seansem nie ma półgodzinnego bloku reklamowego, są filmy promocyjne. Jeden pokazywał życie miasta – kolorowe, pozytywne. Drugi, który jest emitowany obecnie, ukazuje artystów przy pracy twórczej. Obydwa klimatyczne, pokazujące, jakim wartościowym miejscem jest Wrocław i jak cudownie mogą się w nim czuć jego mieszkańcy.

Tymczasem jako jeden z oficjalnych spotów Europejskiej Stolicy Kultury 2016 opublikowano takie coś:

Nie wrocławscy artyści, nie festiwale. Nie Capitol, nie PPA, nie Wratislavia Cantans. Nie Grotowski ani Różewicz. Nie Miodek, Gutek ani Gucwińscy. Nie L.U.C, nie Me myself & I. Nie krasnoludki, nie Gitarowy Rekord Guinessa.
Nie. Symbolem Wrocławia są  panienki klejące się do Włocha. Nie architektura, a nie! Sorry, architektura nawet się pojawiła, jako tło do żałosnych selfie.
Tyle ma do zaoferowania Europie Stolica Kultury?
Dno, muł i płaszcz ziemi.

Advertisements