Jak sobie zorganizować wczasy na Krecie – cz. I

Tegoroczny urlop, który spadł na mnie dosyć niespodziewanie, postanowiliśmy spędzić w bardzo popularnym wśród polskich wczasowiczów kraju – kraju poezji i homoseksualnej miłości, filozofii i ouzo. Czyli w Grecji.

Jako że w szkole nabawiłam się alergii na wszelkie zorganizowane wypady z przewodnikiem itp., unikam jak ognia biur podróży. Co ciekawe, pracowałam w swoim życiu przez ponad 2 miesiące w jednym takim i codziennie zachodziłam w głowę, po co kupować wycieczki, skoro można zorganizować to wszystko samemu. Ja wiem, że samodzielna organizacja wczasów mogła być wyzwaniem 30 lat temu, kiedy mogło się liczyć co najwyżej na książkę telefoniczną (o ile gdzieś na poczcie była akurat dostępna książka telefoniczna Krety), ale dzisiaj, w dobie internetu? Toż to sama przyjemność i na dodatek oszczędność!

1

Krok 1 Termin

Od tego wszystko zależy. I pisząc wszystko mam na myśli naprawdę wszystko. O takich głupotach, jak cena biletu w sezonie i poza sezonem nie wspominam, bo to oczywistość, podobnie dostępność noclegu.
Ale pamiętać musimy, że od tego, w jakim terminie wybierzemy się na wczasy zależy:
– pogoda (od września wzrasta prawdopodobieństwo opadów deszczu)
– sposób wypoczynku (przy 20 stopniach w październiku raczej nie pobyczymy się na plaży, za to będziemy mieli idealne warunki do zwiedzania)
– opłata za bagaż (w sezonie wysokim, czyli w lipcu i sierpniu spokojnie możemy sobie darować wszelkie swetry i dżinsy, a co za tym idzie nie ma problemu ze spakowaniem się do małej walizki podręcznej)
– relacje z tubylcami (w sezonie nikt nie będzie nas specjalnie rozpieszczał, bo takich jak my są tysiące, poza sezonem przychylą nam nieba)
– dostęp do takich dóbr jak np. samochód (nam odwołano rezerwację na samochód, którą zrobiliśmy jeszcze w Polsce, a na miejscu auta były o 30% droższe i trudniej dostępne – na te najtańsze trzeba było czekać 4 dni).
– nasze samopoczucie po urlopie – to straszne uczucie, że jesteś już po urlopie, podczas gdy koledzy z pracy dopiero planują… 😉

Ja preferuję wakacjować po sezonie – we wrześniu. Plażing to nie jest moja ulubiona forma spędzania urlopu, więc nieco niższa temperatura wody w morzu mi nie przeszkadza, za to upały nie wykańczają organizmu spragnionego spacerów. No i to cudowne uczucie, że idę na urlop, gdy wszyscy są już po (hyhyhy).  Poza tym wrześniowy urlop to większe pole manewru – więcej dostępnych noclegów, niższe ceny. Dla nas to prawdziwa gratka. Niestety w tym roku nie było mi to dane, musiałam się zadowolić połową lipca. Ale też było sympatycznie 🙂

łódki

Krok 2 Bilety

Najważniejsze jest dostać się w to nasze wymarzone miejsce. My, choć nie przepadamy za lataniem, wybieramy właśnie tę opcję, bo nie wyobrażamy sobie tarabanić się przez całą Europę autobusem. Na wyprawę własnym samochodem również się w najbliższym czasie nie zdecydujemy, bo koszt jest wysoki, zmęczenie duże, a nasz samochodzik mógłby tego nie zdzierżyć.
Bilety lotnicze chcieliśmy kupić standardowo w tanich liniach lotniczych. Z Wrocławia na Kretę lata RyanAir, do Chanii. Niestety wredna strona RyanAira, gdy zauważyła, że tak często to połączenie sprawdzaliśmy,  zaczęła w tempie ekspresowym windować cenę biletów. Pełna złości i strachu przed spędzeniem 2 tygodni urlopu w domu (lubię moje mieszkanko, ale jednak piętro niżej mieszka upierdliwy pies, więc wiecie…) czyściłam namiętnie ciastka w przeglądarce, ale niewiele to dało (może 50-70 zł. różnicy w cenie biletu). Bilety były drogie. Trzeba było znaleźć alternatywę. No i znalazłam tanie loty czarterowe, na stronie bodajże Tui.
Z lotami czarterowymi sytuacja przedstawia się następująco:
biura podróży czarterują samolot dla klientów, którzy wykupili u nich wczasy. Samolot, wiadomo, określoną pojemność ma, a wczasy raz się sprzedadzą, a raz nie. Dlatego w samolocie zdarzają się wolne miejsca do obsadzenia.
Zalety są dwie:
– niska cena – my kupiliśmy bilety dla dwóch w obie strony w cenie 994 zł. na 2 dni przed wylotem, podczas gdy RyanAir  oferował bilety w cenie ok. 1300 zł, na około 2 tygodnie przed naszym urlopem, zaś tuż przed ceny były jeszcze wyższe (ok. 1600 zł – trochę dużo).
– bagaże! Co prawda my z tego dobrodziejstwa nie skorzystaliśmy, bo udało nam się zapakować w walizki 10 litrowe, ale jeśli ktoś leci na 2 tygodnie albo po prostu ma potrzebę bliskości ze swoimi wszystkimi ubraniami, to będzie wniebowzięty, bo  w ramach biletu można wziąć po jednej walizce 20 litrowej lub jedną 32 litrową, nie licząc oczywiście bagażu podręcznego.
Wada – nie zaplanujemy sobie zakupu biletów czarterowych z większym wyprzedzeniem. To znaczy pewnie można, ale po co, skoro atrakcyjne ceny pokazują się niemal w ostatniej chwili. No ale jest ryzyko, jest zabawa.

j8

Krok 3 Nocleg

Nocleg rezerwujemy PO zakupie biletów, nie przed – niby oczywista oczywistość, a jednak nie każdy tak robi. Ofert na booking.com jest tak wiele, że nie ma ryzyka, by nie znaleźć noclegu w terminie, w jakim kupiliśmy bilety. Chyba, że chcemy mieć nocleg komfortowy, w centrum miasta i do tego tani – wtedy może być problem, ale rozwiązanie jest wówczas bardzo proste – zaplanować wczasy z większym wyprzedzeniem – dwu, trzymiesięcznym. My nie mamy specjalnych wymagań względem naszego miejsca noclegu, bo wychodzimy z założenia, że będziemy tam spać, a nie delektować się widokiem na pokój. Oprócz spania, jeszcze sobie w tym naszym miejscu noclegowym sami gotujemy, dlatego zawsze rezerwujemy pokój z aneksem kuchennym. Ale o tym napiszę więcej w części dotyczącej wyżywienia.
Korzystamy uparcie z booking.com, ale radzę tam uważać, bo J. już raz obrobili kartę kredytową. Od tego czasu używa karty pre-paid, choć nie zawsze jest taka potrzeba – rezerwując pokój na Krecie nie musieliśmy płacić zaliczki, całość uregulowaliśmy na miejscu.
Jako że rezerwowaliśmy pokój na ostatnią chwilę, wielkiego wyboru już nie mieliśmy. Wszystkie noclegi w centrum Heraklionu były już dawno zajęte (albo potwornie drogie). Zatem zdecydowaliśmy się na Ammoudarę, czyli miejscowość doklejoną do Heraklionu. Na nasze szczęście jeździły tam autobusy miejskie (o naszych sukcesach w rezerwowaniu samochodu w Grecji już wspomniałam), na nasze nieszczęście nasz pensjonat był na samym końcu Ammoudary, więc codziennie przez około 25-35 minut w jedną stronę pokonywaliśmy trasę do i z Heraklionu. Raz postanowiliśmy przyoszczędzić 3 € i przeszliśmy się na piechotę (a byliśmy po całym dniu zwiedzania) – dobrze, że szliśmy plażą i zmęczone kopytka można było zanurzyć w morzu.
Sam pensjonat, Volanakis, był bez zarzutów, podobnie obsługa. Położony 50 metrów od plaży, więc każdy amator plażingu byłby ukontentowany. No ale my się uparliśmy i chcieliśmy zwiedzać, więc z bliskości plaży nie skorzystaliśmy zanadto.

j9

Żeby nie zajechać wordpressa, dzisiaj na tym zakończę i już dziś zaproszę na kolejny wpis o kreteńskiej kuchni, sposobach spędzania czasu oraz o tym, na co należy uważać na Krecie.

Advertisements