Sierpień

Sierpień jest trochę smutniejszy od lipca, podobnie jak niedziela od soboty, drugi tydzień urlopu czy drugi tydzień ferii od pierwszego. 1 sierpnia oznaczał połowę wakacji. Z każdym dniem było już coraz bliżej początku roku szkolnego. I bliżej. I bliżej. Miniony miesiąc i tak spędziłam caluteńki w pracy, ale zaczęło się odliczanie do końca lata, do niższej temperatury, do wcześniejszych zachodów słońca. Trzeba było z tych sierpniowych dni wycisnąć jak najwięcej, a wyciskaliśmy głównie w weekendy.

Dwa razy odwiedziliśmy pobliski port na Odrze w miejscowości Uraz. Za pierwszym razem razem z nami do portu dotarła ulewa, za drugim razem udało się popływać kajakiem i troszkę poopalać. Tak. Weszłam do kajaka, pływałam nim. Wytrzymałam kolebotanie, nie wywróciliśmy się, choć było trochę stresu, gdy mijały nas motorówki. Czy to powtórzymy? Nie wiem, bo J. ma do dzisiaj rany na rękach od wioseł (ja wiosłowałam raczej symbolicznie).

kajak3

Pierwszych razów w sierpniu było więcej, bo nigdy wcześniej nie byłam na wyścigach konnych na wrocławskich Partynicach. Udaliśmy się tam na początku sierpnia z przyjaciółmi i oddaliśmy się w szpony hazardu. Kosztowało nas to po 9 zł, a ile emocji! Poczułam się prawie, jak tytułowy Lesio z książki Chmielewskiej, którego przodek cały majątek w Monako!

partynice3
A tak naprawdę na Partynice przyjechaliśmy za chlebem, a właściwie za burgerem, bo odbywał się tam Wrocławski Festiwal Foodtrucków. Idea fajna, wykonanie fatalne. Na Partynicach to był drugi dzień imprezy, a po pierwszym dniu wykruszyła się połowa trucków – było ich za mało, co powodowało kolejki. Były nieprzygotowane, bo po obsłużeniu kilku osób sprzedawcy wymazywali kolejne punkty z menu, a tempo wymazywania było ekspresowe. W każdym razie 6x szybsze, niż przygotowanie potraw. Ale to jeszcze bym zrozumiała, bo wiadomo – ciężko się przygotować na klęskę urodzaju. Ale dlaczego większość tracków (a w zasadzie wszystkie poza kawą) nie otworzyły się punktualnie, tylko kazały na siebie czekać, czasem godzinę – tego nie jestem w stanie zrozumieć. Nie pojedliśmy zatem na Partynicach, ale dobrze, że chociaż koniki fajnie pobiegały.

sushi

Za to tydzień później odbyła się konkurencyjna impreza pod Halą Stulecia – Wroclove Foodlove, znacznie lepiej zorganizowana. Kolejki też były, ale i punktów gastronomicznych było znacznie więcej. Zjadłam pyszną zupę cukiniową z białą czekoladą z ZZ Top oraz bardzo ciekawego burgera z buraczkiem z Byczego Burgera.

Foodlove1
Przy okazji odwiedziliśmy położony niedaleko od Hali Stulecia Ogród Japoński, potem chcieliśmy się zalać w trupa w BarBarce, ale temperatura przegoniła nas do lokalu Brajt, gdzie mogliśmy się zagrzać i skonsumować kolejny posiłek – np. barszczyk z kołdunami.

ogród japoński
bar barka
Sierpień to zdecydowanie nie był dietetyczny miesiąc, bo odwiedziliśmy jeszcze Jednodniowe Restauracje – obskoczyliśmy wszystkie, czyli w Domu Edyty Stein, Kurkową 14 i Browar Mieszczański. Na Kurkowej była impreza typowo komercyjna, wspierana przez dewelopera chcącego sprzedać mieszkania, w Browarze wszystko się już pokończyło, gdy przybyliśmy, tylko w Domu Edyty Stein mieliśmy okazję posmakować różnych ciekawostek, na dodatek w bardzo przyjemnej atmosferze tamtejszego patio.
RD Dom Edyty Stein
Oprócz jedzenia jeszcze się nam zdarzyło spędzić miłe popołudnie i wieczór na graniu w gry. Ulokowaliśmy się w trójkę, bo z J. i z A. na patio lokalu Bułka z masłemPictureka, owinęliśmy się kocami i graliśmy w planszówkę Film polski oraz w grę karcianą Pictureka. Jak ktoś nie grał, to polecam! Doskonała rozrywka na deszczowy, wolny, 15-sierpniowy piątek.

gry

Aż dziw, że był czas na oglądanie filmów. W kinie byliśmy dwa razy, na „Franku” i na „Podróży na sto stóp”. Gorąco polecam obydwa, tylko ten pierwszy ostrzegam, że jest trochę smutniejszy. Za to jest tam mnóstwo niesamowitych dźwięków – w końcu to historia bardzo nietypowej grupy muzycznej, a wśród odtwórców głównych ról są nie tylko aktorzy, ale też muzycy. Zaś o „Podróży” więcej pisałam tu.

Zdarzyło się również odpalić telewizornię i obejrzeć 2 filmy, które zresztą już widziałam (a pierwszy z nich z 5 razy):

„Harry Potter i Książę Półkrwi”
„Harry Potter i Insygnia Śmierci cz. 1”

I choć mam ochotę rzucić czymś w ekran, jak słyszę dubbing, szczególnie głos Harrego, to wprost nie mogę się oderwać, jak widzę w telewizji którąkolwiek część cyklu, może poza pierwszą.

filmy sierpien

O kulinarnym Wrocławiu już trochę napisałam, do wielkiego wora kalorii pochłoniętych w sierpniu poza domem dorzucę jeszcze eskalopki z Pieca na Szewskiej, które niestety nie zostały uwiecznione na zdjęciu.

kulinarny wroclaw sierpien

I muszę koniecznie podkreślić, że owe kulinarne wrocławskie spacery bardzo mnie zmotywowały i zainspirowały. Bo oto w sierpniu własnoręcznie przygotowałam:

curry z ananasem, pastę z oliwek, cukinię zapiekaną z sosem pomidorowym, tartę z jabłkami i mascarpone, kotleciki z kurczaka z porami, pesto i suszonymi pomidorami, nadziewana kalarepka i tarta z budyniem i borówkami.

jedzenie sierpien
A żeby to wszystko spalić, poszliśmy na sam koniec miesiąca na tenis. To jest naprawdę przyjemna dyscyplina sport, w odróżnieniu od prawie każdej innej 🙂

Na wrzesień życzę sobie może trochę mnie jeść :), ale nie ustawać w samodzielnym przygotowaniu zdrowych potraw z warzyw sezonowych, wypracować i utrwalić nawyk planowania posiłków na cały tydzień, korzystać z atrakcji Wrocławia, nie próżnować w kwestii filmów i dokończyć książkę – przynajmniej jedną z 3 czytanych równocześnie 🙂

Reklamy